sobota, 31 sierpnia 2013

Memory

                                                                     ***
- Cholera on tutaj idzie! Ja pieprzę, idzie tutaj! Idzie, idzie, idzie! - podejrzewam, że Emily pierwszy raz w życiu tak bardzo czymś się przejęła, a przecież to nie było nic takiego. Po prostu sam Jason Morrow do nas szedł i tak dobrze przeczytaliście ten Jason. Miałam ochotę piszczeć i krzyczeć jednocześnie, o ile to w ogóle było możliwe, tak bardzo chciałam go poznać. Każda dziewczyna w szkole marzyła by zamienić z nim chociaż jedno słowo, a on teraz szedł do mnie i chociaż bardzo chciałam jakoś po sobie dać pokazać jak bardzo mnie to cieszy, to nie mogłam. Z obojętnym wyrazem twarzy spojrzałam na stojącą obok mnie osobę. Super, jak na razie szło mi idealnie.
- Cześć dziewczyny - a więc Jason przemówił, a jego głos sprawiał, że miękły mi kolana i pobudzały się inne części ciała, ale o nich póki co wolę nie wspominać. Emily wypięła dumnie biust do przodu i zaczęła trzepotać rzęsami. Cholera, już na pierwszy rzut oka widać, że ona za nim szaleje. Chyba jak każda dziewczyna w szkole.
- Jason, co Cię tutaj sprowadza? - Em starała się zabrzmieć bardzo ponętnie, a wyszło jak zawsze, po prostu piszczała tak głośno, że ja mimowolnie się zaśmiałam dostając przez to wściekłe spojrzenie przyjaciółki. Ja rzecz jasna wolałam się nie odzywać, jeszcze bym się tylko skompromitowała przed nim.
- Właściwie Kamily chcę spytać się o coś Twojej koleżanki - dodał i wszystko działo się tak szybko. Ja czułam się sparaliżowana, Emily była jeszcze bardziej wściekła, a Jason wydał się rozbawiony tą całą sytuacją. Tak, biedne, małe dziewczynki do których podszedł największy przystojniak w szkole i one zaczynają to przeżywać. Potrząsnęłam głową. I po co mi były te wszystkie kółka teatralne skoro teraz nie potrafię udawać, że się tym wszystkim nie przejmuję?
- Nazywam się Emily, jasne? I nawet nie próbuj do niej podchodzić, my wiemy w co ty pogrywasz! Jak bezczelnie wykorzystujesz te wszystkie biedne dziewczyny wkładając im rękę w majtki! My to wszystko wiemy! Teraz możesz spadać! - moja przyjaciółka wybuchła. Nie chciałam tego, zepsuła całkowicie moją szansę. Jeju, w tym momencie chciałam ją udusić i przysięgam, że byłam bardzo blisko tego gdyby nie jego głos.
- Okej, spoko możesz już iść, a ja z chęcią zajmę się majtkami Twojej koleżanki - zaśmiał się i podszedł do mnie tak blisko, że czułam jego wodę kolońską. Cóż, zapach nie był najładniejszy, ale to był Jason, na nim wszystko ładnie pachniało, on był po prostu najlepszy.
- A więc jak się nazywasz koleżanko Kamily, czy jak tam było tej mojej napalonej fance? - uśmiechnął się do mnie, a mi miękły kolana. Cholera, jak on działał na dziewczyny, ale miałam być twarda. Przecież to jedyna droga, udawać obojętną, trudną do zdobycia po ty by nakręcić go jeszcze bardziej. Faceci są dziwni, chcą zdobywać dziewczyny jakbyśmy były jakimiś zdobyczami, a my przecież też mamy uczucia. Spojrzałam na smutną Emily, to był ten moment w którym powinnam udowodnić moją przyjaźń, zignorować Jasona i podejść do niej oburzona zachowaniem chłopakiem, to był ten moment i to było to co powinnam zrobić, ale napotkałam jego oczy i wszystko się zmieniło. Nikt jeszcze tak na mnie nie patrzył, Jason samym spojrzeniem sprawił, że poczułam się wyjątkowa.
- Mam nadzieję, że nie będę tego żałować, bo jeżeli tak to masz przerąbane - mruknęłam dobitnie uśmiechając się słodko i wyciągnęłam w jego kierunku dłoń dodając - Rosalie, ale wolę Rose.
Zignorowałam nie tę osobę co trzeba, zraniłam Emily, ale aż dostałam gęsiej skórki z powodu jego bliskości.
- Ja chyba nie muszę się przedstawiać, a więc Rose - zbliżył się do mnie, a ja pragnęłam tylko tego by już nie dzieliły nas nawet głupie milimetry. Uśmiechnęłam się słodko i poruszyłam brwiami i wtedy usłyszałam to o czym marzy każda dziewczyna w szkole.
- Wpadnę o ósmej - po czym Jason zniknął. Dłuższą chwilę zajęło mi dojście do siebie, uspokojenie się, ale kiedy w końcu mi się udało i podniosłam głowę do góry od razu sparaliżował mnie strach. Oczy wszystkich zgromadzonych były skupione na mnie, co równało się z plus sto punktów do reputacji. Tak łatwo było żyć w tej szkole.
                 Nie wiem co sobie wyobrażałam, wytrzymanie do godziny ósmej było jednym słowem, niewykonalne. Każda komórka mojego ciała się stresowała i niecierpliwiła jednocześnie, wariowałam z powodu mojego spotkania. Epickiego spotkania, to musiało przejść do historii. Już ludzie plotkowali o mnie. Nawet wychodząc ze szkoły słyszałam teksty w stylu, że już jestem jego laską, albo o tym jaka jestem naiwna. Może oni wszyscy mieli racje, może Jason faktycznie lubił wykorzystywać bezbronne, bez pamięci zakochane w nim dziewczyny, ale ja przecież łudziłam się, że będę tą inną, wyjątkową, która go zmieni.W myślach się zaśmiałam, bo to tak banalnie brzmiało, a jednocześnie to było tak oczywiste, chyba każda dziewczyna w szkole tego chciała. Potrząsnęłam głową, wyrywając się jednocześnie z natłoku tych cudownych myśli i spojrzałam na telefon, który wydawał dźwięki. Spojrzałam na malutki ekran zastanawiając się dlaczego mama każe mi wciąż męczyć się z tym starym gratem i wtedy mnie zatkało, dzwonił Jason, to on dzwonił! Nie potrafię opisać tego jak bardzo w tym momencie byłam zachwycona.
- Rosalie, słucham? - powiedziałam do małego aparatu starając zabrzmieć jak najbardziej ponętnie. Chciałam być dla niego tak bardzo seksowna i pociągająca jak to się tylko da. Nie byłam już małą dziewczynką.
- Impreza studentów może być? - jego głos, a mi miękną kolana. Nie wiem jak wyglądają jego rodzice, ale w jego tworzeniu na pewno musieli maczać palce Bogowie, jest po prostu idealny, nic więcej nie trzeba dodawać.
- Jaka impreza? - moje podekscytowanie wzrosło. Normalnie śmieję się z takich dziewczyn, przejmujących się byle jaką randką, cholera, ale ja z nich się nabijam, a teraz sama jestem taka jak one, z tym małym wyjątkiem, że moje spotkanie miało się odbyć z Jasonem. Chyba umarłam i jestem teraz w niebie.
- Studentów, muszę tam coś załatwić, zgadasz się? - jego głos nawet w moim marnym telefonie brzmiał tak idealnie, perfekcyjnie pozwalając mi na całkowite rozpływanie się.
- Jasne, może być - odpowiedziałam nie myśląc nad tym długo i natychmiast skarciłam siebie za zbędny entuzjazm w moim piskliwym głosem. Jak to go nie odstraszy to będę niesamowitą szczęściarą. Zaczęłam się kołysać czekając na jakąkolwiek odpowiedź, moje uszy desperacko pragnęły znów usłyszeć ten cudowny dźwięk jednak Jason rozłączył się i cały czar prysł. Czy ja zrobiłam coś nie tak? Nie, nie wolno mi tak myśleć. Ale co jeżeli on nie przyjdzie, jeżeli zmarnowałam jedyną okazję moim piskliwym głosem. No po prostu cudownie. Zacisnęłam usta w cienką linię i chodziłam po pomieszczeniu zdenerwowana.
- Rose, słońce za chwilę dziurę w podłodze wydepczesz - i proszę z transu wyciągnął mnie głos mojej mamy. Dlaczego dla  niej wszystko było takie łatwe?
- Więc nie będziesz musiała wtedy krzyczeć z dołu, bo będę dobrze Ciebie słyszeć dzięki tej dziurze - powiedziałam szybko i spojrzałam na rodzicielkę błagalnie, a ta śmiejąc się odeszła. Dobra Rosalie, jeżeli jeszcze wszystkiego nie zepsułaś to dzisiaj udasz się na randkę swoich marzeń. Ty, niewinna, nikomu dotąd nie znana Rosalie Marie Livenge, nie spieprz tego.
                       Czekanie stało się męką, ale w końcu wybiła ósma, a ja stałam przyszykowana tuż przy drzwiach. Moja mama miała ze mnie niesamowity ubaw, bo piski wydobywające się z moich ust kiedy marudziłam, że nie mam się w co ubrać były naprawdę zabawne. Stałam ubrana a ukochane granatowe conversy, obcisłe czarne spodnie i niebieskiej bluzce na ramiączkach i wpatrywałam się w moje odbicie w lustrze za wszelką cenę szukając czegoś co jeszcze mogę poprawić, sprawić bym była idealna. Już robiłam krok w stronę schodów kiedy usłyszałam to upragnione pukanie do drzwi. Boże, on nawet pukał inaczej niż wszyscy. Jeszcze raz spojrzałam na siebie w lustrze, tym razem na twarzy drobnej brunetki widniał szeroki uśmiech, wywołany spotkaniem z wymarzonym chłopakiem. Rzuciłam się do drzwi, nacisnęłam klamkę i od razu zabrakło mi tchu, tlen mi się skończył, umarłam śmiercią cudowną. Jason wyglądał tak elegancko, a zarazem tak swobodnie, jeansy i opięta przez mięśnie niebieska koszula. Nieziemski widok.
- Gotowa Rosie? - znów ten głos i dopiero chwilę później sens jego słów dociera do moich szarych komórek co nie kończy się zbyt dobrze, bo uświadamiam sobie  jak mnie nazwał. Wymyślił mi słodkie zdrobnienie. Czy jest na świecie coś lepszego? Zamrugałam kilkukrotnie wymalowanymi maskarą rzęsami i wpuściłam go do środka. Nie schrzań tego - powtarzałam sobie i próbowałam przybrać obojętny wyraz twarzy, co oczywiście znów było zbyt trudne. Szczerzyłam się jak koń.
- Tak, tylko wezmę torebkę - wyszeptałam, bałam się, że gdybym użyła mojego normalnego głosu zbyt oczywiste byłoby wtedy moje podekscytowanie. Posłałam mojemu gościowi ciepłe spojrzenie i poszłam do kuchni pożegnać się z mamą, wzięłam torebkę i chwilę później opuściłam mój dom, moje bezpieczne gniazdo w towarzystwie chłopaka nie z tej planety.
                       Przed moim domem stało cudowne Bmw e36, bez słowa wsiedliśmy do środka i pojechaliśmy. Przez całą drogę panicznie się bałam, że powiem coś złego, że wyjdę na rozpieszczoną dziewczynkę, że zdradzę jak bardzo mi zależy na tym spotkaniu. Te czynniki wpłynęły na moje milczenie, ale i chłopak milczał i była to niewątpliwie najgorsza cisza w całym moim życiu. Zacisnęłam zęby i czekałam, czekałam aż z jego ust ucieknie jakikolwiek dźwięk, niestety nastąpiło to dopiero kiedy dojechaliśmy na miejsce. Obszedł samochód, otworzył przede mną drzwi, a mi znów zabrakło powietrza.
- Mam nadzieję, że nie przerazi Ciebie moje towarzystwo - puścił mi oczko, a ja czułam jak się przewracam, z trudem złapałam równowagę i wzruszyłam ramionami spoglądając na wielki dom z którego dochodziła muzyka.
- Mam nadzieję, że ja nie przerażę Twojego towarzystwa - tymi słowami zaskoczyłam samą siebie, ale oczywiście pozytywnie. Jason chwycił mnie za rękę i pociągnął do środka. Tłum ludzi skaczących razem w salonie, tłum ludzi pijących w kuchni, tłum ludzi całujących się na korytarzu i kolejki do pokoi. To mnie przeraziło. To zdecydowanie nie były moje klimaty. Od razu Jason podał mi piwo, cóż niestety nigdy wcześniej nie piłam i nie posmakował mi napój, jednak zadurzenie potrafi zrobić cud z człowiekiem i dzielna Rosalie udawała, że jej spakuje. To było tak bardzo trudne, a on ciągał mnie od jednym ludzi do innych, nikomu mnie nie przedstawiał, mi nie mówił kogo spotykałam, czułam się jak pies na smyczy, który wszędzie podąża za swoim właścicielem i tylko czeka na jakieś rozkazy. Było beznadziejnie.
- Muszę na moment gdzieś iść, zaraz wrócę - głos Jasona z trudem przebił się przez głośną muzykę i oto ja zostałam sama w dziczy zbuntowanych studentów. Prawdziwa szkoła przetrwania. W głowie miałam mętlik, bo co teraz mogłam robić, gdzie podejść, czy zacząć tańczyć, czy znów napić się ohydnego piwa. Byłam wściekła na Jasona, nie tego oczekiwałam. Przeciskałam się przez tłum ludzi aż w końcu wydostałam się na zewnątrz. Świeże powietrze, tego potrzebowałam i tym się w danym momencie upajałam. Byłam głupia, głupia myśląc, że mogę dla niego cokolwiek znaczyć, byłam zerem, on był wszystkim. Stał na szczycie łańcucha pokarmowego, mnie zjadali na śniadanie.
- Nie chciałbym być natrętny, ale chyba się nudzisz - usłyszałam nieznany mi dotąd głos i od razu odwróciłam się w kierunku z którego on dochodził. Wysoki brunet, o pięknych niebieskich oczach właśnie się we mnie wpatrywał, a ja czułam jak moje policzki płoną. Ten wzrok był nie do zniesienia, uciekałam, więc moim wszędzie, byle by nie natrafić na jego oczy.
- Cóż skoro nie chcesz być natrętny to dlaczego do mnie podszedłeś? - ton mojego głosu był opanowany, więc jednak jest nadzieja, że te lekcja aktorstwa nie poszły na marne.
- Widzę, że jesteś zadziorna no to już wiem co słynny Jason w Tobie widzi, chociaż teraz nie wydaje się zbytnio Tobą zainteresowany - kim on do cholery jasnej był? Wbiłam w niego swój wzrok patrząc tak jakby mi co najmniej obiad zjadł, a on się wyszczerzył.
- Nie oczekuję, że od razu rzuci dla mnie wszystko - wzruszyłam obojętnie ramionami, a mój rozmówca się roześmiał.
- Nie oczekuj niczego, a nie będziesz rozczarowana, jestem Isaac -  jego imię wyleciało z jego ust, a w moje oczy rzuciła się wystawiona w moim kierunku ręka. Ach tak, więc teraz moja kolej na podanie imienia. Zmrużyłam oczy i zlustrowałam go wzrokiem czując jak miękną mi kolana. Czy ty człowieku jesteś jakimś greckim Bogiem? W myślach już się zaśmiałam, ciałem udawałam obojętną i wzruszyłam ramionami.
- Suzy - skłamałam gładko z trudem powstrzymując się od głośnego śmiechu. Bądź twarda, bądź twarda Rose. 
- Miło mi Ciebie poznać Suzy - odpowiedział pokazując mi rządek swoich cudnych zębów, a ja skupiłam swój wzrok na czubkach własnych butów - nie pasujesz do niego - i bum, te słowa mnie powaliły.
- Stwierdzasz to po dosłownie minucie rozmowy ze mną? Gratuluję - burknęłam bez zastanowienia, a Isaac zaczynał mnie coraz bardziej wkurzać.
- Stwierdzam to po kilkuletniej znajomości Jasona, ale rób co chcesz. Nie mnie Cię oceniać - i w końcu po wypowiedzeniu tych słów odszedł. To tak jakby spełniły się moje marzenia, zostałam sama, a Jason wciąż z kimś rozmawiał. Nasza pierwsza randka nie wypadła mu najlepiej, ale być może uda mu się to nadrobić na następnych. Mam nadzieję, że będzie ich wiele.
                   Po kilkunastu lub kilkudziesięciu minutach mój książę z bajki do mnie podszedł i oczywiście nie rozczarował mnie swoim poczuciem humoru. 
- Miałem masę spraw na głowie, przepraszam już możemy iść się przelizać - puścił mi oczko, a ja spojrzałam na niego z miną jakby sobie ze mnie żartował.
- Chciałbyś - burknęłam.
- Oj nawet nie wiesz jak bardzo - ponownie mrugnął do mnie i objął mnie ramieniem. To było szybkie i nieoczekiwane, od razu moje serce przyśpieszyło, nogi się pode mną ugięły, przyznam, że miałam problemy z oddychaniem. On był niesamowity i przez tą krótką chwilę był cały mój. Upajałam się jego zapachem, tą bliskością, jego oddechem i czułam jakbym odpływała, do mojego własnego raju.
- Jason... - wyszeptałam mu do ucha, a on błyskawicznie uniósł brew patrząc mi w oczy.
- Dlaczego mnie tutaj zaprosiłeś? - dodałam i nastąpiła ta nieznośna chwila oczekiwania. Należałam do bardzo niecierpliwych osób, więc teraz umierałam z ciekawości.
- Bo mi się podobasz, czy to nie jest oczywiste? - zaśmiał się.
- Dla mnie nie, nie jest nawet w najmniejszym stopniu, jestem taka jak setki innych dziewczyn w naszej szkole. Jestem nijaka, nudna Rose dobrze czująca się jedynie w niewielkiej grupie swoich przyjaciół, a ty, no wiesz to ty Jason, ten sławny Jason - wywróciłam oczami i w ułamku sekundy poczułam się jak idiotka. Największa debilka na świecie, bo przez ten cały czas udawałam, że jego popularność mnie nic nie obchodzi, że nie zdaję sobie sprawy jak dużo dziewczyn o nim marzy, a teraz siebie zdemaskowałam. Wprost cudownie. Zamknęłam oczy i znów czekałam na odpowiedź. Boże, tak bardzo było mi wstyd. 
- Rosalie czy ty naprawdę zadałaś to pytanie? - roześmiał się tak głośno, że nawet dziewczyna stojąca kawałek od nas na niego spojrzała - czy masz aż tak niską samoocenę, że twierdzisz iż nie mogłaś mi się spodobać? Wiesz Rose, jesteś niezwykle atrakcyjną dziewczyną i to jest śmieszne, że nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale spokojnie ja to dostrzegam i marzę o Tobie - ostatnie słowo uderzyło mnie niczym piorun. Zamarłam, serce biło tak szybko jak chyba jeszcze nigdy wcześniej, a mózg wrzał od zbyt dużej ilości informacji do przyswojenia. Naprawdę mu się podobałam, twierdził, że jestem atrakcyjna. To chyba ten moment bym mogła zacząć piszczeć. 
- Nie podoba mi się na tej imprezie, chodźmy gdzieś indziej - mruknęłam, bo faktycznie tak było. Nie czułam się tutaj dobrze, a w dodatku ten durny Isaac teraz dosłownie zjadał mnie wzrokiem. Czy są na świecie jeszcze jacyś normalni ludzie?
- Cokolwiek zechcesz, ja i tak nie mam już tutaj nic do roboty - uśmiechnął się i zauważyłam, że jego zęby nie są nawet w najmniejszym stopniu tak ładne i białe jak zęby Isaaca. Stop! Dlaczego ja o nim myślałam, przecież był natrętnym dupkiem,  Jason, Jason mógłby być miłością mojego życia. Mógłby być osobą przy której chciałabym zasypiać i budzić się, jeść z nim śniadania i kolacje, mieć trójkę słodkich dzieci, bo takie geny jak jego to aż trzeba rozmnażać i każdego dnia czuć, że mnie kocha i jest obok mnie. 
                 - Więc naprawdę oglądałaś "Gwiezdne wojny"? Dziewczyny gdzie ty się chowałaś przez moje całe życie? Chodzący ideał, a do tego lubisz mięso - roześmiał się gryząc spory kawałek burgera. Chyba nigdy jeszcze nie bawiłam się tak dobrze jak dzisiaj, Jason był dokładnie taki jakim go sobie wyobrażałam. Początek spotkania był beznadziejny, ale teraz, teraz nadrobił to i było cudownie. Cały czas się śmiałam, uśmiechałam, a do tego jadłam najlepszego burgera w całym naszym małym mieście. 
- Tak i uważam, że Anakin był dużo lepszy od Luk'a, on przynajmniej nie całował się z własną siostrą - powiedziałam uśmiechając się słodko. To zadziwiające jak dużo facetów uwielbia "gwiezdne wojny".
- On wtedy nie wiedział, że to jego siostra! To nie jego wina! Leila była niezłą laską! Sam bym ją pocałował - znów przyjemny dźwięk jakim był jego śmiech dostał się do moich uszu.
- Cóż nawet jeżeli byłaby Twoją siostrą? 
- Gdybym nie wiedział, że nią jest to czemu nie. Była gorąca - uśmiechnął się do mnie, a ja wywróciłam teatralnie oczami wkładając sobie ostatni kawałek burgera do ust. Dopiero teraz żałowałam, że wybrałam sobie jedzenie z sosem czosnkowym, niesamowicie śmierdziało mi z ust. Nici z całowaniem. 
- Dobra, dobra nie wiem czy chcę tego słuchać - mruknęłam pijąc colę.
- Rose zapomniałem Ciebie o coś spytać, a szczerze mówiąc to pytanie mnie nurtuję i zrobię wszystko by się tego dowiedzieć - zmarszczył nos i zaczął się we mnie wpatrywać jakbym była jakimś obiektem w muzeum. Od razu moje policzki zarumieniły się.
- No wal śmiało - wywróciłam oczami starając się wciąż być spokojną i zabawną.
- Ty nie masz chłopaka, prawda? Bo wiesz jeżeli masz to jeszcze dzisiaj go pobiję byś mogła być ze mną - zaśmiał się, ale chwilę później zrobił poważną minę i zaczął mnie dosłownie przeszywać tym swoim spojrzeniem. Okej, jesteś słodki i już mnie nie pesz - powiedziałam do siebie w myślach i zachichotałam.
- Szykuj broń Jason - mrugnęłam do niego i jakby nigdy nic spojrzałam zza okno. Grupa jakiś dzieciaków, podejrzewam, że z podstawówki stała przed budynkiem i śmiała się, chłopcy się popychali, dziewczyny się przytulały, aż miło było patrzeć i to niewiarygodne, że kiedyś też taka byłam. Wszystko wtedy było prostsze.
- Więc jednak masz chłopaka? - drążył ten temat.
- Nie mam, zadowala Cię taka odpowiedź? - przygryzłam swoją dolną wargę napotykając wzrokiem na jego oczy i cudowne usta, które wykrzywiły się w pięknym uśmiechu. Tonę!
- Bardzo, jestem maksymalnie usatysfakcjonowany Rose - roześmiał się, a ja zaraz po nim. Dwójka ludzi, siedzących i śmiejących się razem, to było takie normalne, naturalne, chociaż to był Jason. 
                - No to pa - powiedziałam szybko przypominając sobie o sosie czosnkowym, który niedawno jadłam. To chyba był największy błąd w całym moim życiu. Spędziłam cudownie czas, z niesamowitą osobą i na zakończenie nasze usta, aż pragnęły siebie, a ja musiałam się powstrzymywać zamiast oddać się tej przyjemności. Chyba już nigdy więcej nie ruszę czosnku, a jeżeli Bóg da mi kolejną okazję do całowania Jasona to zrobię wszystko by mieć wtedy idealny oddech.
- Wiesz chyba powinniśmy się jeszcze pocałować - Jason roześmiał się i niebezpiecznie blisko się do mnie zbliżył.
- Nie za dużo jak na nasza pierwszą randkę? - byłam w stanie powiedzieć wszystko by nie przeraził się odorem czosnka z moich ust. Uśmiechnęłam się słodko i w mgnieniu oka zniknęłam mu, totalnie rozmarzona. Podsumowując to wszystko co się wydarzyło, było cudownie, niesamowicie. Było najlepiej. Oczywiście początek nie był idealny, stałam sama zagadywana przez jakiegoś idiotę, ale potem. Kiedy zostaliśmy sami było nieziemsko, chyba nigdy już tego nie zapomnę. Pierwszy raz w życiu przeżyłam coś takiego. Cholera, chyba wpadłam w to już całkowicie. Nawet moja mama patrzy teraz na mnie jak na jakąś wariatkę, a ja przecież nic takiego nie zrobiłam. Po prostu się zauroczyłam najwspanialszym chłopakiem na świecie. On będzie mój, ja zrobię wszystko by dzisiejszy wieczór nie poszedł na marne, zdobędę go i będziemy żyć razem długo i szczęśliwie, a Emily, ona mi wybaczy, musi jesteśmy w końcu najlepszymi przyjaciółkami i chociaż tak bardzo chciałabym mieć jakiekolwiek, choćby najmniejsze wyrzuty sumienia to nie mogę. Wiem, że ją zraniłam, że to mi spełniło się jej marzenie, ale nic nie poradzę na to jak bardzo zaczynam za nim szaleć. Miałam być obojętna, miałam się nie przejmować, kurczę na facetów naprawdę chyba działa to jak dziewczyna zgrywa trudną do zdobycia. Tak dużo informacji do przyswojenia, bo to wciąż do mnie nie dociera. Ja i on, możliwe, że niedługo my. Znów chcę skakać i piszczeć, ale teraz mogę to robić, mogę pokazać całemu światu jak szczęśliwa jestem.